4 sierpnia 2016

Jak żyć, kiedy czujesz się jak mały, rozdeptany robaczek?


Czy wierzycie w Boga?
Starożytni Rzymianie wierzyli w wielu bogów. Mieli nawet swoją boginię przeznaczenia. Swoją drogą ciekawe, że to akurat kobieta trzymała w garści przeznaczenie.
Zwała się Fortuną.

Fortuna zazwyczaj w ikonografii przedstawiana była z kołem. I prawdopodobnie stąd właśnie wzięło się  sformułowanie, które wszystkie życiowe zawirowania, wszystko to co nas spotyka, ujmuje doskonale w jedną całość.

„Fortuna kołem się toczy”

Nie u wszystkich ludzi koło toczy się w taki sam sposób. Chociaż powinno, w końcu to koło. Może jego droga zależy od siły napędowej, którą wprawiamy je w ruch. Być może to jak szybko fortuna znowu zacznie być dla nas sprzyjająca zależy od naszej wewnętrznej siły, od tego jak szybko się podźwigniemy po czasach, kiedy nie działała na naszą korzyść.
Nie wszystkich ludzi złe rzeczy spotykają z taką samą częstotliwością i natężeniem. Bo mamy różne przeznaczenia. Różnie żyjemy, podejmujemy różne decyzje, które wpływają na dalsze etapy naszego życia.
W każdym razie każdego z nas czasami spotyka coś złego. Po prostu idziemy dziarsko przez życie i nagle na płaskim, równym chodniku, przed nogami ni stąd, ni zowąd wyrasta sobie kamień. Taki dosyć spory. No nic, myślimy sobie „zdarza się” – przeskakujemy go i zmierzamy dalej. Przemierzamy kilka życiowych przecznic, upływa jakiś czas – kilka miesięcy, czy lat i niespodziewanie obok nas ląduje całe wysypisko kamieni. Myślimy wtedy „uff, całe szczęście, że we mnie nie trafiły”. 

I tak można przejść przez całkiem dużą część życia. Myślisz sobie, że masz szczęście, że lubisz swoje życie. Owszem, czasami coś się nie udaje, niekiedy się z kimś posprzeczasz, kogoś zmartwisz, sam się zmartwisz, zgubisz coś, powiesz coś przykrego, czego później żałujesz. Ale to normalne. Jesteśmy ludźmi, popełniamy błędy, niektóre naprawiamy, a inne zostawiamy nienaprawione. 

„Koniec dotyczy wczoraj, a nie jutra.” Mitch Albom

Ale przychodzi raz na jakiś czas w życiu każdego człowieka taki moment, który dosłownie zwala go z nóg. Niespodziewanie spada na niego cały stos kamieni, kilkanaście drewnianych belek i kilka kilogramów nikomu niepotrzebnych chwastów. Do tego zrywa się burza, wszystko jest śliskie i jeszcze trudniej się spod tego ciężaru wydostać.
Sytuacja wydaje się beznadziejna, nigdy nie przypuszczałbyś że to spotka właśnie ciebie. Przecież nie zasłużyłeś sobie na to, co miesiąc odwiedzasz babcię, raz na pół roku pomagasz bezdomnym i chorym, a w święta chodzisz do kościoła. Bliskich ludzi szanujesz, swoje powodzenie w życiu doceniasz, dlaczego więc to spotkało właśnie ciebie?
Wielcy mędrcy zapytaliby na przekór twojemu pytaniu „a dlaczego nie ty?”.
Przecież złe rzeczy spotykają też dobrych ludzi, to dlaczego nie akurat ciebie?

„Dlaczego ja?” jest pytaniem, które można sobie zadać w trudnej sytuacji. Można poszukać na nie odpowiedzi. Ale nie należy długo przy nim trwać. Najczęściej zrozumienie przychodzi z czasem, trzeba poczekać żeby odnaleźć tę odpowiedź. Ale ona nie wydobędzie nas spod tej sterty kamieni, belek i chwastów.

Jeśli więc już się tam znalazłeś, masz dwa wyjścia:
Pierwsze jest takie, że się poddajesz. Stwierdzasz, że masz dosyć, to jest dla ciebie za trudne. Będziesz sobie żył pod tymi ciężarami. Wiesz, że w takim stanie nie osiągniesz szczęścia, ale stwierdzasz, że trudno, widocznie szczęście nie jest tobie pisane.

Drugie wyjście natomiast zakłada, że chcesz się wydostać z tego bałaganu. A jak możesz to uczynić? 
Otóż, doprowadzisz do wyjścia pracą w pocie czoła. Powoli, ale z determinacją zdejmuj z siebie deska po desce, kamień po kamieniu, chwast po chwaście. Chwilami będziesz myślał, że dobrze ci idzie, będziesz z siebie dumny, a w innych chwilach będzie ciężko. Będziesz myślał, że wolałbyś jednak się poddać, że kiedy wyjdziesz, już i tak nic dobrego cię nie spotka. Nic wielkiego się nie przydarzy. Będziesz spocony, zmęczony i brudny. 
Tylko widzisz, ten pot, zmęczenie i brud oznaczają, że sporą część pracy masz już za sobą. Skoro zdążyłeś się spocić i zmęczyć, to jak dużo tych belek i kamieni już z siebie zrzuciłeś? Czy warto poddać się w chwili, kiedy powolutku zaczyna wyglądać do ciebie słońce?

Praca w pocie czoła w odniesieniu do trudnych sytuacji jakie nas spotykają, dla każdego będzie czymś innym. Dla jednego to praca nad sobą, przezwyciężanie swoich lęków czy złych przyzwyczajeń, dla kogoś innego to praca nad tym, żeby pogodzić się ze stratą i nauczyć się życia bez ukochanej osoby, a jeszcze ktoś będzie pracował nad tym, żeby przebaczyć, pozbyć się żalu, bólu i złości.

I każdej z takich prac warto poświęcić kawałek siebie, kawałek swoich dni. Żeby z czystym umysłem i sercem dalej iść przez życie.

Kiedy więc fortuna stroi sobie z ciebie żarty, nie poddawaj się.
Lepiej zakasać rękawy i po prostu wziąć się do pracy.

3 komentarze:

  1. Pięknie napisane :-* ty to masz talent :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Bardzo, bardzo mi miło :*

      Usuń
  2. Fajnie opisałaś ta wewnętrzna walkę, która prowadzimy ciągle że sobą. Dzisiaj mam taki dzień, że zrobienie czegokolwiek wydaje się niemożliwe. Przeczytanie tego artykułu zadziałało motywująco, także warto było ☺

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo ciekawa Twojej opinii, pisz śmiało :)