23 sierpnia 2016

3 książki, które zmienią twoje życie

Niektóre twórcze dzieła - filmy, książki, czy utwory muzyczne potrafią zapaść w pamięć. Robią na nas wrażenie, rozmyślamy o nich, mogą w mniejszym lub większym stopniu na nas wpłynąć. 
Oto 3 książki, które w ostatnim czasie dały mi do myślenia. Jestem przekonana, że części z Was również się spodobają.

Joseph Murphy
„Potęga podświadomości”


Książka, którą kupiłam w Biedronce. Kiedyś coś tam o niej słyszałam, ale gdy zobaczyłam ją na sklepowej półce, nie wzbudziła we mnie wielkich emocji. Nie czułam, że muszę ją mieć. A jednak ją kupiłam. Nie mam pojęcia dlaczego, po prostu włożyłam do koszyka i poszłam do kasy.
Czytając, nie raz pojawiał się na mojej twarzy pobłażliwy uśmieszek. W zasadzie cała kręci się wokół „Boga”, ale nie jest to postrzeganie Boga w taki sposób, do jakiego większość z nas przywykła. Tutaj Bóg definiowany jest raczej jako podświadomość.

Myślę, że jest to jedna z tych książek, którą albo się kocha, albo się jej nienawidzi. Przypuszczam, że są ludzie, którzy nie traktują poważnie treści w niej zawartych i nie wierzą w nie. I oczywiście nie muszą wierzyć. Jednak mnie zmiana sposobu myślenia bardzo pomogła w odczuwaniu szczęścia. Chociaż to nie jest tak, że z dnia na dzień, czy od razu po przeczytaniu książki, człowiek zmienia swoje myśli i nagle jest szczęśliwy. To jest proces, ale niezwykle owocny, bo „Potęga Podświadomości” pokazuje jak myśleć, by podświadomie przyciągać do siebie dobro. Pokazuje, że trzeba to dobro mieć w sobie i dawać je innym, żeby móc je otrzymywać. Przekonuje, że jesteśmy stworzeni do życia w zdrowiu, szczęściu, miłości i dostatku. I nie wiem jak Wam, ale mnie ta wizja niezwykle się podoba. Co więcej, odkąd staram się utrzymywać moje myśli w ryzach, żeby były wdzięczne, uprzejme i pozytywnie nastawione w stosunku do ludzi i do świata, spotyka mnie więcej dobrych rzeczy i żyje mi się lepiej niż kiedyś. Ale nie wierzcie mi na słowo, lepiej spróbujcie tego sami.

Jacqui Marson
„Bycie miłym to przekleństwo”


Z pozoru nic wielkiego, kolejny poradnik, tym razem dotyczący asertywności. Napisany przez doświadczoną panią psycholog. To przede wszystkim ta książka uświadomiła mi, że moimi pobudkami większości działań było poszukiwanie akceptacji, uznania i dumy ze strony bliskich i wcale nie aż tak bliskich ludzi. Zupełnie nie ta motywacja, która powinna człowieka pchać do działania. Dlaczego nie ta? A no bo starając się zadowolić innych, w większości przypadków mijamy się z tym, czego sami chcemy w życiu. Oczywistą oczywistością (a masło jest maślane) jest, że każdy człowiek chce być szczęśliwy. Tylko że aby to szczęście dawało nam poczucie spełnienia, musi być nasze, nie czyjeś. Należy więc czasami o siebie zawalczyć. Czasami czegoś odmówić, a innym razem komuś się „narzucić”. Zrozumiałam dzięki niej, że dobrze jest być elastycznym. Dobrze jest pozbyć się „sztywności” postępowania i czasami zdobyć się na zachowanie nieszablonowe, inne niż zwykle, tak w zgodzie ze sobą. Nie chodzi tutaj o to, żeby odmawiać w każdej sytuacji, o cokolwiek nas ludzie poproszą, nie chodzi o to aby być nieuprzejmym, ale żeby być człowiekiem pewnym swojej wartości i nie pozwalać nikomu jej naruszać. W zasadzie jeśli jest się świadomym swojej wartości, to postronni ludzie nie dadzą rady jej przeforsować, choćby nie wiem co robili. I nad tym warto pracować. Myślę, że to zapewnia spokój ducha.
Julia Cameron
„Droga artysty. Jak wyzwolić w sobie twórcę.”
Książka, która wiele we mnie odmieniła i nadal zmienia. Dzięki Julii Cameron odkryłam w sobie coś, czego istnienia nie przewidywałam. Albo może, jakaś malutka część we mnie coś przypuszczała, ale była zbyt nieśmiała, krytyczna, bojaźliwa i niedowierzająca, żeby tym przypuszczeniom pozwolić wyjść na światło dzienne. Otóż odkryłam, że jeszcze nie jest dla mnie za późno. Że jeśli tylko chcę, to mogę realizować swoje artystyczne zapędy. Że to nie jest nic wstydliwego, że w wieku 23 lat marzy mi się by grać na pianinie i że to marzenie wcale nie musi pozostać w sferze marzeń, bo przecież nic nie stoi na przeszkodzie żeby je urzeczywistnić. Dotychczas odpędzałam od siebie takie myśli, jedyne przejawy artyzmu, które potrafiłam z siebie wydusić, to pisanie notek na bloga. A i tak zawsze czułam ogromną blokadę przed tym żeby pisać to, co chcę. Całe życie starałam się postępować tak, żeby inni myśleli o mnie dobrze, żeby nie wzięli mnie za niemądrą czy dziwną. I to samo było z blogiem. Pisałam jedną rzecz i pomimo pomysłów na kolejne, nie miałam w sobie wystarczającej siły w to, żeby je stworzyć, opublikować. Bałam się tego co powiedzą ludzie. Wszystko co wymyśliłam było według mnie niewystarczająco dobre. Aż pojawiła się ta książka. I wyłożyła mi czarno na białym, że to co robię nie musi być idealne. Że nie wszyscy muszą to akceptować. Że to co tworzę ma wyrażać mnie. A ja nie jestem idealna, nie potrafię i nie potrzebuję być idealna. Chcę być sobą, najlepszą jak potrafię, ale nadal sobą.

Julia Cameron podsuwa w swojej książce sposoby, które pomagają wydobywać z zakamarków duszy to, jakim się jest. A kiedy zaczynasz poznawać siebie, może chwilami być nieprzyjemnie. Dowiadujesz się o sobie rzeczy, które niekoniecznie muszą ci się spodobać.  Czujesz się źle z tym, że tak mało o sobie wiesz. Zaczynasz więc bardziej analizować swoje zachowania. A to uprzykrza trochę egzystencję. Ale tymczasowo. Bo po jakimś czasie pojawia się pełniejsze zrozumienie tego, co się dzieje w twoim życiu. Widzisz dlaczego w pewnych relacjach się nie układa, o co kryjesz w sobie żal, a co powinieneś docenić najbardziej. Zaczynasz rozumieć, że taplasz się w błotku smutku przez to, że sam tego błotka wcześniej naniosłeś. I kiedy już to ogarniasz, możesz zacząć sprzątać. A to sprzątanie oczyszcza twój umysł, poprawia nastrój i sprawia, że przychodzą ci do głowy różne pomysły, plany, marzenia. I o dziwo, to nie jest tak, że przychodzą i odchodzą, bo znajdujesz miliard wymówek, żeby ich nie wprowadzać w życie. Po prostu zaczynasz je realizować. Bierzesz kierownicę w swoje ręce. I to dokąd pojedziesz, zależy tylko od ciebie. Uczysz się, że trzeba przestać zwalać winę za niepowodzenia na innych, tylko brać odpowiedzialność za to co robisz i za to jakie podejmujesz decyzje. 
Tytuł sugeruje, że jest to książka dla ludzi chcących być artystami, ale według mnie to jest książka dla każdego. Każdy może wynieść z niej wiele dla siebie. Obudzić w sobie na nowo zapał do odkrywania, działania, zmieniania, robienia czegoś dobrego.

3 komentarze:

  1. Kolejny szczery i wartościowy wpis, zgadzam się z większością. Czytałem tylko potęgę podświadomości, jednak zastanawiam się po tym wpisie czy nie sięgnąć po „Droga artysty. Jak wyzwolić w sobie twórcę.” Wygląda na dobrą książkę jeśli ktoś interesuję się samorozwojem. Polecam obejrzeć https://www.youtube.com/watch?v=OAywuL0tSLA Wartość, którą niesie ze sobą ten "filmik" też amoże zmienić nasze myślenie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie obejrzałam filmik, niby prezentuje truizm powtarzany od lat, ale jakże trafny, pokazujący, że naprawdę wszystko leży w naszych rękach. Trzeba tylko uzbroić się w cierpliwość, robić systematycznie to, co sobie zamierzymy i doglądać efektów. Jestem też pozytywnie zaskoczona Willem Smithem! Wydaje się być całkiem mądrym gościem, który zwyczajnie zapracował na swój sukces

      Usuń
  2. Muszę koniecznie sięgnąć po książkę "Bycie miłym to przekleństwo", bo przez ostatnie parę lat zrobiłam się chyba trochę zbyt miła ;)

    Ps. Piękny baner bloga!

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo ciekawa Twojej opinii, pisz śmiało :)